O marudzeniu

Z Grzędą spotykamy się raz na jakiś czas wypić kawę i ponarzekać. Nie, żebym był urodzonym marudą niemniej dobrze jest osadzić się w ciepłym znajomym gniazdku, gdy po wejściu do niemodnego baru szybkiej obsługi wita Cię skośnooka piękność śpiewnym “table for two?”.

Bar szybkiej obsługi światowy choć centrum handlowe jest nieopodal warszawskiego Żoliborza. Usiedliśmy więc przy barze i marudzimy. Na pogodę, na rynek. I na klientów trochę. Oczywiście nie naszych – tak ogólnie, w dobrym tonie.

Doszliśmy do wniosku, że nowe jest wrogiem starego. Że za szybko żyjemy, za dużo fotografujemy i nie ma czasu na starą dobrą kontemplację kadru. Nowe technologia zabijają naszą kreatywność i w sumie to nie potrzebujemy wydawać tysięcy na aparat by cieszyć się chwilą.  Dla udowodnienia tegoż postanowiłem uchwycić dość abstrakcyjną sytuację przymierzania wielkiej grafiki do ściany. Niestety mój ultra drogi aparat włączył się za późno a potem zawiesił. No nic. Błysnąłem raz i drugi dla fasonu, że niby tak ma być.

Właściciel niemodnego baru podszedł do nas i zapytał, czy jak już tak pstrykamy, to czy baru też nie pstrykniemy. W sumie można ale to trzeba się przygotować, gości uprzedzić, zarezerwować czas, przyjść o odpowiedniej porze by wyszło najlepiej, sprzęt odpowiedni zabrać itd. Dużo ceregieli. Pomyślałem, jest na co narzekać. W sumie pstrykanie to niełatwa praca. Tyle ceregieli dla kilku fotek.