RICOH GR III, RECENZJA

© Michal Warda, 2008, Bangkok, Ricoh GR Digital III

To był ciężki sezon. Ponad 30 ślubów, z czego ponad 20 wyjazdowych. Niezliczona ilość sesji narzeczeńskich, ślubnych i korporacyjnych. W listopadzie spałem może po 2-3 godziny na dobę, resztę czasu obrabiając zdjęcia. Szczyt głupoty, himalaje nierozsądku. Marzyliśmy z Dorotą tylko o wakacjach a mimo ciężkiej pracy, stan konta nie napawał nas optymizmem. Wciąż wychodziliśmy z finansowego dołka. Zepsuł się sprzęt, zepsuł się komputer, musieliśmy “na już” coś kupić.  To był 2008 rok. Europa wychodziła z finansowego kryzysu i nikt nie kwapił się zlecać dużych realizacji. Brzmi znajomo? Codzienność fotografa.

Pewnego poranka dostaliśmy wiadomość, klient chce zamówić 8 dodatkowych albumów. Plus wszystkie dodatkowe zdjęcia. Książki i obróbka w wersji premium. Pełen retusz. Nagły zastrzyk gotówki rozpalił naszą wyobraźnię. Rzucamy wszystko i ruszamy w nieznane. A konkretnie: robimy wymarzony trip przez Kambodżę, Laos i Tajlandię. Musimy się wyrwać, inaczej nasze głowy nie udźwigną następnego sezonu. Zabieramy komputer, dyski. Chwilę się zastanawiamy nad sprzętem. Pada decyzja; duży sprzęt zostaje, musimy odpocząć.

© Michal Warda, 2008, Tajlandia, Ricoh GR Digital III

JAKI APARAT ZABRAĆ NA WAKACJE?

Krótkie wyjaśnienie dla młodych fotografów: w 2008 nie było tak dużego wyboru małych aparatów oferujących dobrą jakość zdjęć. Mogliśmy spakować duże dslr jak Nikon D3 lub Canon 1d; tym wtedy pracowaliśmy, albo coś małego na negatyw. Ewent. aparat kompaktowy. Niestety w tamtym czasie te ostatnie również nie zachwycały.

Zapadła decyzja – zabieramy leciutką Holgę 6×6 i Bessę z Noktonem 35mm f 1.4. Plus worek negatywów. Jedziemy na dwa-trzy miesiące. Policzyliśmy budżet. Po odjęciu biletów zostaje nam około 30 dolarów na dzień na dwie osoby. Dla wprawionych backpakersów nic trudnego, dla nas to było wtedy wyzwanie. Rękawica rzucona, wyzwanie podjęte.

W ostatniej chwili ogarniają mnie wątpliwości co do wyboru sprzętu. Jedziemy w taką podróż bez cyfry? Rzucam się w odmęty internetu. Wybór pada na następcę sławnego analogowego Ricoha GR1 – Ricoh GR Digital z 8.1 megapikselową matrycą wielkości paznokcia. Co niezwykłe w tym małym aparacie to budowa i funkcja snap, o której napiszę później. Jak się możecie domyślać, wysokie ISO koszmarne, AF w dobrym świetle jako taki a w nocy w zasadzie nieużywalny. Oferował za to coś, czego nie oferował żaden inny kompakt; świetny obiektyw o odpowiedniku ogniskowej 28mm i niezwykle szybki, pozbawiony laga spust migawki. Idealna maszyna streetowa mieszcząca się w kieszeni. Chwila zastanowienia, chwila targowania w Euro RTV AGD i lecimy do Tajlandii z Holgą, Bessą i Ricohem.

© Michal Warda, 2008, Tajlandia, Ricoh GR Digital III

ZAKUPY W BANGKOKU

Kilka dni po wylocie przeczytałem, że Ricoh wypuścił następcę, GR Digital II. Matryca nadal mała ale oferująca nieco lepszy obraz na ISO 800 i w miarę używalny autofocus. Większy bufor, lepsza responsywność. Już w 2007 G.A.S. nie dawał mi spokoju. Traf chciał, że nasz pierwszy i jedyny znany przystanek to Bangkok. Miasto niezwykłe pod wieloma względami, dla nas miało jedną ważną rzecz; na półkach wielkich elektronicznych marketów można było znaleźć wszystkie nowości. W tym nowego Ricoha GR;) Ponownie przeliczyliśmy budżet i dokonaliśmy zakupu. Oczywiście minus VAT. Wyszło nieco mniej niż 2ooo zł. W 2008 roku. Uzbrojeni już w dwie maleńkie cyfrówki ruszyliśmy w kilkumiesięczną podróż w nieznane. Dosłownie. Decyzje o kierunku podróży podejmowaliśmy absolutnie spontanicznie. To była pierwsza z naszych długich podróży z małym aparatem w kieszeni.

Dopiero w 2018 roku sprzedaliśmy nasze wysłużone Ricohy. Ich miejsce kilka lat wcześniej zajęły Leica Q (teraz Leica Q2 i Q-P) i Leica M. Oczywiście z obiektywem 28mm.

© Michal Warda, 2008, Tajlandia, Ricoh GR Digital III

IDEALNY OBIEKTYW 28MM

Dlaczego akurat ta ogniskowa? W wielkim skrócie przy odrobinie zaangażowania w komponowanie jest to ogniskowa idealna podczas reportażu. Nie za wąsko, można poradzić sobie nawet w ciasnym wnętrzu, nie za szeroko, nie ma zbyt dużej dystorsji, nie wyciąga głów po rogach. Jeżeli obiektyw jest jasny jak w Leica Q mamy w bonusie piękną plastykę.

W fuji odpowiednikiem 35mm jest 23mm. To sporo mniej niż 28. Summilux 28mm czy najnowsza Sigma 28mm oferują niezrównane pokłady pięknych nieostrości jeśli ktoś ich potrzebuje a po przymknięciu możemy budować czytelne wieloplany. Kochamy 28mm. Najlepsze zdjęcia przez wiele lat wykonywałem malutkim Elmaritem 28mm 2.8 wpiętym w Leica M9 lub Leica Monochrom. Statystyki LR nie kłamią, 28 i 35 to nasza baza.

© Michal Warda, 2008, Tajlandia, Ricoh GR Digital III
© Dorota Kaszuba 2008, Tajlandia, Ricoh GR Digital III
© Michal Warda, 2008, Tajlandia, Ricoh GR Digital III

NAJLEPSZY APARAT KOMPAKTOWY

W momencie kiedy bardzo z siebie zadowolony poinformowałem Dorotę, że w tym roku (2019) poza sprzętem do filmowania niczym nie jestem zainteresowany i może spać spokojnie Ricoh wypuścił bombę. Ricoha GR III. Specjalnie pominę dwie poprzednie wersje Ricoha z matrycą APS-C. Leica Q i M9 w zupełności mi wystarczała a w kieszeń brałem starego Ricoha, który mimo wielu lat na karku wciąż dawał cudowne obrazki. Nie potrzebowałem po prostu kolejnego aparatu kieszonkowego. Do czasu.

Kilka tygodni temu uległem poważnemu wypadkowi. Zerwałem kompletnie ścięgno achillesa. Operacja. Kule, rehabilitacja. Na domiar złego moja osobista Q pojechała na przedsezonowy przegląd do Solms. Dorota swojej Q-P inwalidzie nie da więc zacząłem szukać. Z pomocą niespodziewanie przyszedł stary znajomy, Łukasz ze sklepu Fotoforma. Zagadnął czy nie chcę przetestować najnowszego Ricoha. Ha! IDEALNA sytuacja. Pech chciał, że podczas całego okresu, kiedy miałem aparat mogłem przemieszczać się jedynie o kulach z sypialni do kuchni i z powrotem. Aparat kieszonkowy był idealnym rozwiązaniem ale i niezłym wyzwaniem. Większość zdjęć poniżej zrobiłem z perspektywy leżąco-siedzącej w okolicy łóżka czy kanapy;) Pod koniec testowania byłem już nieco bardziej mobilny ale aparacik był już przetestowany, wnioski spisane.

© Dorota Kaszuba 2019, Warszawa, Ricoh GR III

RICOH GR III

Tradycyjnie – to nie jest techniczna recenzja. Raczej zbiór luźnych przemyśleń z punktu widzenia fotografa. Po detale techniczne odsyłam tutaj: OPIS TECHNICZNY

Podzieliłem opis na kilka punktów z punktu widzenia fotografa:

BUDOWA I ERGONOMIA, SZYBKOŚĆ DZIAŁANIA, OBIEKTYW

To są parametry, które mnie interesują dokładnie w tej kolejności. Celowo pomijam coś, co wielu testerów stawia na pierwszym miejscu – DR, jakość obrazu na wysokim iso, szybkość autofocusa, uszczelnienia czy cena. To wszystko ma minimalne znaczenie przy tego typu narzędziu. Obecnie zdecydowana większość produkowanych aparatów z matrycą APS-C oferuję lepszą jakość obrazowania niż pełnoklatkowe zawodowe lustrzanki cyfrowe kilka lat temu. Oczywiście wszystko zależy od obiektywu, piszę tylko o jakości matrycy. Dla porządku jednak wspomnę. Ostatnia odsłona Ricoh GR zbudowana jest na bazie sensora APS-C o rozdzielczości 24 megapixeli. Jakość na wysokich ISO jest bardzo dobra, jest wbudowana stabilizacja, nad całością czuwa szybki procesor a autofocus został zdecydowanie poprawiony i nie sprawia większych problemów. Dość powiedzieć, że można szybko i precyzyjnie ustawić ostrość w warunkach “ulicznych”. Po zmroku system AF zwalnia ale wciąż jest precyzyjny. Zdecydowanie inna liga niż poprzednie generacje. Mamy dotykowy ekran, przyzwoity tryb video. Czyli to, co powinno być w kompakcie w 2019 roku jest. Skupię się na tym co jest esencją tego malucha a co od lat stawia go w pierwszej lidze aparatów wybieranych do streeta.

© Michał Warda 2019, Warszawa, Ricoh GR III

BUDOWA i ERGONOMIA

Ricoh GR III jest jak na tak mały aparat zbudowany jak czołg.

Zadziwia mnie konsekwencja z jaką Ricoh konstruował kolejne generacje tego kompaktu. Ricoh jest jak stary kumpel. Spotykasz się z przyjacielem z dzieciństwa po wielu latach i doskonale wiesz jak potoczy się rozmowa, jak spędzicie wieczór i co zamówicie w barze. Jest tak samo jak kiedyś tylko lepiej, bardziej dojrzale.

Wszystko jest na swoim miejscu. Nie bez powodu wielu fotografów uważa Ricoha GR za jeden z najlepiej przemyślanych aparatów na rynku. Nie aparatów kompaktowych. Aparatów fotograficznych w ogóle. Lepsza jest tylko Leica. Koniec kropka.

To co jest unikalne w Ricoh GR III to funkcja SNAP. To jest jego największa zaleta zaraz po budowie i jakości szkła. Działa to tak: ustawiamy odległość.; metr, półtora, dwa, dwa i pół, pięć lub nieskończoność. Po naciśnięciu spustu migawki nie ma żadnego opóźnienia – aparat ustawia ostrość na konkretną odległość błyskawicznie. Polegamy na hiperfokalnej (zone focusing). Nie jest to opcja dla początkujących ale niezwykle łatwa do opanowania dzięki podpowiedzi jaką mamy na ekranie LCD. Polegamy na głębi ostrości. Ja uwielbiam tak pracować. Ustawiam f8, snap na 2-2,5 metra lub metr w tłoku i tylko szukam kadrów. Nie skupiam się w ogóle na AF. Po prostu wiem, że zdjęcie będzie ostre w zakresie od metr do nieskończoności. Tak proste a tak doskonałe.

Jest jeden minus. Z niezrozumiałych powodów Ricoh zdecydował się usunąć wbudowaną, wysuwaną lampę błyskową. Osobiście bardzo często z niej korzystałem, teraz muszę wsuwać w sanki lampkę zewnętrzną. Co prawda dzięki temu zabiegowi aparat jest jeszcze mniejszy ale nie każdemu ta zmiana odpowiada.

© Michał Warda 2019, Warszawa, Ojciec z synem, Ricoh GR III
© Michał Warda 2019, Warszawa, Ricoh GR III
© Michał Warda 2019, Warszawa, Ricoh GR III
© Michał Warda 2019, Warszawa, Ricoh GR III

SZYBKOŚĆ DZIAŁANIA

Aparat włącza się błyskawicznie, mniej niż sekunda od uruchomienia jest gotowy do strzału. Dzięki trybowi SNAP nie martwimy się AF. Nic nam nie umknie. Kropka.

© Michał Warda 2019, Warszawa, Ricoh GR III
© Michał Warda 2019, Warszawa, Ricoh GR III
© Michał Warda 2019, Warszawa, Ricoh GR III

OBIEKTYW

To co zawsze było ogromną zaletą serii GR to doskonały obiektyw o odpowiedniku ogniskowej 28mm. Dla APS-C jest to 18mm f 2.8.
Minimalna dystorsja, ostry od 2.8. Ładna plastyka. Czego chcieć więcej. Winieta mogłaby być nieco mniejsza na 2.8 ale nie jest źle. To co zawsze lubiłem w małym Ricohu to fakt, że zdjęcia świetnie się konwertują z RAW do czerni i bieli. Obiektyw doskonale przenosi najmniejsze odcienie tonalne a matryca jest w stanie to zarejestrować. Mnie to wystarcza.

© Michał Warda 2019, Warszawa, Ricoh GR III
© Michał Warda 2019, Warszawa, Ricoh GR III

PODSUMOWANIE

Czy Ricoh GR III jest idealnym aparatem kompaktowym? Mniej kompaktowa Leica Q jest bezsprzecznie królem (lub królową) w tej konkurencji. Ricoh jest jednak mniejszy, bardziej dyskretny a do tego w trybie SNAP szybszy. Mieści się w kieszeni. Daje bardzo dobrą jakość zdjęć. Przyzwoity AF w dzień (i tak wolę tryb SNAP). Co bym poprawił to automatyczny balans bieli, pomiar światła (lubi nieco niedoświetlić) i szybkość AF po zmroku. No i brak lampy błyskowej, to jego największa wada. O cenie nie wspominam, Ricoh oferuje jak na tak mały aparat fenomenalną jakość obrazu i to warte jest każdej złotówki. Nie ukrywam, jest to aparat niszowy dla zawodowca lub zaawansowanego amatora, którym zależy na konkretnych cechach. We wprawnych rękach odwdzięcza się efektami, którymi zdecydowanie nie powstydziłyby się większe i droższe aparaty. Nieco mi przeszkadza rozmiar – stary Ricoh miał idealną wielkość. Ostatnia wersja jest ciut mniejsza i przez to chwyt jest nieco mniej pewny. Oczywiście komuś z mniejszymi dłońmi ta zmiana będzie pasować.

No i najważniejsze. Najlepszy aparat fotograficzny to ten, który mamy przy sobie. Ricoha nosiłem przy sobie w kieszeni przez wiele dni i teraz, kiedy go oddałem do sklepu Fotoforma czuję, że czegoś mi brakuje. I uwierzcie; żaden, najdoskonalszy nawet smartfon nie zastąpi przemyślanego dobrego aparatu fotograficznego. Ja za małym kieszonkowym Ricohem już tęsknię.

© Michal Warda, 2008, Tajlandia, Ricoh GR Digital III

TAJLANDIA, LAOS, KAMBODŻA | EPILOG

Wyprawa 2008/2009 na długo zapadła nam w pamięć. Wypady motorem w tajlandzkie góry na Pai Reggae Festival, zgubienie się w Laosie, kambodżańska gorączka, która męczyła Dorotę, szukanie noclegu w pustym przygraniczny miasteczku o drugiej w nocy, podróżowanie pociągami trzecią klasą niemal z kurami na kolanach czy w końcu leniwy odpoczynek na niemal bezludnej wysepce. Było warto. Przywieźliśmy nieco zdjęć, lepszych i gorszych. Mały Ricoh jednak zawsze będzie się nam kojarzył z przygodą i nieskrępowaną, niemal anonimową eksploracją. Po powrocie była nawet z tego mini wystawa. Były wydruki na barytach. I absolutnie nikt nie podejrzewał, że zrobiliśmy zdjęcia malutkimi kompaktami.

© Michal Warda, 2008, Tajlandia, Ricoh GR Digital III
© Dorota Kaszuba, 2008, Tajlandia, Ricoh GR Digital III
© Michal Warda, 2008, Laos, Ricoh GR Digital III
© Dorota Kaszuba 2008, Kambodża, Ricoh GR Digital III

Zapytałem kilku fotografów co sądzą o małym Ricohu. Oto kilka powtarzających się opinii:

  • Czarna, ładna, całkiem leciutka puszeczka
  • Sanki na plus, minus za brak lampy
  • Aparat jest mniejszy niż stary GR
  • Szybki spust
  • Jak na małpkę szybki AF

Ricoh GR III i jego poprzednicy są regularnie na szczycie zestawień jakie pojawiają się na hasło “best street photography camera”. Dość powiedzieć, że jeden z naszych ulubionych fotografów Daido Moriyama fotografuje aparatem Ricoh GR III. Kolejny z wielkich mistrzów Anders Petersen również fotografuje kompaktem, Contaxem T2 lub T3. Małe aparaty od dawna nie są już kojarzone wyłącznie z amatorskim pstrykaniem. Christopher Anderson stale pokazuje zdjęcia zrobione malutkim Sony. Czy pokazalibyśmy się z Ricohem w dłoni w pracy? Pewnie. Testowałem podczas festiwalu Snap Photo Festival Fuji x70 podczas party. Dorota robiła zdjęcia Ricohem i Q. Pracowaliśmy też Leicą M9 z elmaritem 28mm.  TUTAJ efekty – trudno rozróżnić co jest z czego;)

Ciekaw jestem Waszej opinii. Napiszcie – jakie cechy powinien posiadać aparat, który nosicie przy sobie non-stop?