Canon R6 i Canon R5 – recenzja

Dzisiejsza recenzja przeznaczona jest w 100% dla fotografów i dotyczy bezlusterkowców. Jest to zarówno recenzja Canonów jak i tłuste wyjaśnienie powodów przejścia na system Fuji. Napisane w Tłusty Czwartek, opublikowane w piątek, odpowiednio doprawione i upudrowane. Smacznego!:)

Przygotowując się do napisania tekstu o aparatach Canon R6 i Canon R5 uzmysłowiliśmy sobie, że nasze wejścia i wyjścia z systemu bezlusterkowego są jak brazylijska telenowela. To dowód, że w fotografii, poza światłem i historią po drugiej stronie obiektywu (co najważniejsze) liczą się bardziej osobiste preferencje niż wyśrubowane technicznie korpusy. Poniższe zdjęcie zrobiliśmy na przykład cyfrowym średnim formatem z 2008 roku, czyli technologicznie patrząc – zabytkiem. Liczy się przede wszystkim światło i człowiek oraz nasz osobisty stosunek do sprzętu, którym pracujemy. Pamiętajcie o tym czytając nasze techniczne wywody;)

W tym artykule będzie niewiele zdjęć. Canony testowaliśmy w niezapomnianym sezonie ślubnym 2020 w czasie Covid-19, a nasze pary niechętnie chciały pokazywać swój wizerunek, musimy to uszanować.

Phase One DF+ Aptus 7II

Przez ostatnie lata przerabialiśmy i testowaliśmy Fuji X-T1, Fuji X-T2, FUJI X100T, FUJI X-PRO1,  Sony A7II, Lecia SL, Sony A7III, Sony A7R2, Sony A7R3, Sony A9, Leica Q, Leica Q2, Panasonic GH5 & Pnasonic S1, Panasonic GX8,  Nikon Z6, Canon Eos R i pewnie znalazłoby się coś jeszcze.

Systemu Leica M, choć prawilnie nie ma lustra nie liczymy, bo nie ma wizjera elektronicznego. Poza tym wczoraj sprzedaliśmy ostatnią cyfrową M9 (OMG! stało się!). Nie będziemy też zagłębiać się w systemy DSLR, bo czasu i życia nam nie starczy. Za punkt odniesienia do całości rozważań niech posłuży topowa lustrzanka Canona 1DX Mark III oraz flagowiec Fujifilm X-T4, którym obecnie pracujemy. Wśród lustrzanek uważamy ten aparat za absolutne mistrzostwo i nic nie jest w stanie się choćby zbliżyć do poziomu flagowego Canona, a wśród aparatów hybrydowych Fuji X-T4 jest dla nas aktualną referencją. Czekamy niecierpliwie na GFX100S.

Już Canon 1DX Mark II rozpieścił nas  pancerną jakością wykonania i niezawodnością, którą opisaliśmy w porównaniu z Sony A9. Canon 1DX Mark III to lustrzanka na sterydach. W sytuacji kiedy pracujesz dużo na LV, oferuje osiągi i precyzję wyższe niż w bezlusterkowych Canonach R5 i R6. Ergonomicznie wyprzedza je o klasę, ale.. kto teraz chce nosić ze sobą cegłę cały czas..? Właśnie dlatego nie mamy DX-a dzisiaj. Po intensywnych testach najnowszych Canonów i Fuji postanowiliśmy przejść w 100% na system bezlusterkowy Fujifilm. Został z nami tylko jeden korpus Canona 5D Mark IV, który właśnie szuka szczęśliwego nabywcy.

Każdy z aparatów bezlusterkowych wspomnianych na wstępie, choć pełen unikalnych zalet miał też jedną – dwie upierdliwe wady, które sprawiały, że po jakimś czasie tak męczyły, że nie dało się nim pracować i trzeba było szukać czegoś nowszego i lepszego. Najdłużej były z nami Leica Q i… Fuji X-T2. Czyli potencjalnie najmniej uniwersalne i nie tak technicznie zaawansowane aparaty, ale mające coś, czego nie mają inne – dawały nam czystą radość fotografowania. A o to przecież chodzi, prawda?

PRZEGLĄD APARATÓW BEZLUSTERKOWYCH

Rzeczy najbardziej irytujące w bezlusterkowcach, które posiadaliśmy do tej pory (kolejność jest absolutnie przypadkowa):

  • Panasonic GH5 – za mały sensor, poza tym genialnie filmujący mały pancerny aparat.
  • Panasonic Lumix S1 i spółka – świetny sensor i ergonomia, wkurzający AF i mały wybór obiektywów w 2019. Genialny wizjer – lepszy niż w Leica Q. Sam aparat jednak za duży, za ciężki.
  • Sony A7II – poza tym, że był tani i w miarę niezawodny nie miał większych zalet.
  • Sony A7III – niezły sensor, fajny AF, o ile pracowaliśmy na F2-f4 i AF-C. Powyżej i na AF-S koszmarne pompowanie. Koszmarny wizjer i nieużywalny LCD – więcej znajdziecie w tym ARTYKULE
  • Sony A7r3 – to samo co wyżej, tylko lepszy sensor i wizjer. AF nawet gorszy. Ogólnie słaba ergonomia.
  • Leica Q – jedyna wada to również jej zaleta – niewymienny obiektyw, przeciętna bateria. Poza tym – zrobiliśmy tymi modelami mnóstwo materiałów, napisaliśmy o nich też sporo, więcej do poczytania TU. Finalnie po wielu latach pracy Q zachwycił nas X100V – optyczny wizjer, AF i budowa zostały na tyle poprawiona, że sprzedaliśmy Q.
  • Fuji X-T1, X-PRO 1 – super sensory jak na APS-C, przeciętny AF, nie do końca pasowała nam ergonomia – to były początki systemu X.
  • Fuji X-T2 – o wiele lepszy AF, super sensor, ergo poprawione. Interesujące było to, że o wiele pewniej pracowało się nam nim po zmroku niż chociażby Sony A9. Ciekawe co?
  • Sony A9 – dużo o nim napisaliśmy TUTAJ – wadą jest taka sobie jakość wykonania jak na flagowca i nadal pompujący i zawodny po zmroku AF.
  • EOS R – jeden slot i wizjer, który potrafił się zamrozić. Poza tym zwiastował, że Canon wie co robi. Stare eLki dostały na nim drugie życie. Lepszy AF po zmroku niż jakikolwiek Sony. TU nasze wrażenia.
  • Leica SL – przekombinowana budowa, słaba ergonomia, klocek. Za to super sensor i wizjer. Nigdy nie zrobiliśmy recki ale pierwsza SL-ka ma swoich fanów. Nas wkurzały błędy, jakie wyskakiwały z adapterami firm trzecich. Zrobiliśmy nią sporo fajnych zdjęć. Poza tym to samo co Lumix S1 jeśli chodzi o szkła. Szkła od Leica są fenomenalne ale ogromne, to nie jest coś, co chcę ze sobą targać w pełnej klatce. Już szkła lustrzankowe są mniejsze. Tutaj reportaż, na którym pracowaliśmy X-T2 i SL – poznacie co z czego?
  • Nikon Z6 – jeden slot, wizjer w dzień super, po zmroku nie odstaje od innych, ale bez szału. AF nieco gorzej niż eR, ale wystarczająco dobry. Super zbudowany. Nie podobał nam się kolor z Zetki oraz adapter na lustrzankowe szkła Nikona. Gdybym nie wybrał Fuji X-T4 to jest drugi najbardziej przemyślany system na rynku (razem z Z7 i Z6II)

REASUMUJĄC:

Każdy z powyższych bezlusterkowców miał EVF, który po zmroku zaczynał śnieżyć, nieco lagować i ogólnie nie pracowało się komfortowo. Żaden z powyższych w naszym przekonaniu nie nadawał się do pracy studyjnej. Znamy takich, którzy nimi pracują, ale my wybieraliśmy do tej pory DSLR. Świetnie w studio radzi sobie za to GFX100, co biorą pod uwagę cenę nie powinno dziwić.

ZALETY APARATÓW BEZLUSTERKOWYCH

Bezdyskusyjne zalety bezlusterkowców:

  • Autofocus – jak trafi to w zasadzie się nie myli a niezależnie od marki trafia w 90-95% w zależności od trybu pracy. Aparaty różnią się głównie szybkością pracy oraz sprawnością AF po zmroku. Jednym z najbardziej czułych jest FUJI XT-4 z wynikiem -7 EV i Canon R6 -6,5 EV
  • Wizjer – pozwala idealnie ocenić ekspozycję i kolor. Niechlubnym wyjątkiem jest Sony A7III.
  • Wielkość – można zbudować system ważący mniej niż DSLR, jeżeli zdecydujemy się na kompromisy. Zwłaszcza w przypadku APS-C nawet topowe szkła będą mniejsze. Wyjątkowy jest system GFX50r i GFX100s – kompaktowy średni format.
  • Uniwersalność – całościowo większa uniwersalność niż DSLR plus możliwość łatwego ostrzenia starymi manualnymi szkłami.

WADY APARATÓW BEZLUSTERKOWYCH

Gdzie wchodzi cała na biało lustrzanka a wykładał się bezlusterkowiec:

  • Dynamiczne zdjęcia po zmroku z lampą – jedynie R5/R6 oraz Fuji i Leica Q dają radę.
  • Praca w studiu – jw. Wizjer potrafi wkurzyć i zmęczyć jeżeli pracujemy z lampami.
  • Budowa i niezawodność – jeszcze do niedawna łatwiej było znaleźć pancerną lustrzankę w dobrej cenie niż bezlustro. W ostatnich latach na szczęście ten trend się zmienia i nie trzeba się obchodzić z aparatem jak z jajkiem.
  • Cena – poza DX-em Canona i D5 Nikona, DSLR są tańsze. Pełnoklatkowe systemy bezlusterkowe są z reguły droższe niż ich lustrzankowe odpowiedniki. Ceny bezlusterkowych systemowych obiektywów również są wyższe. Przykład: EF 50mm 1.2 kosztuje 6800 PLN, a odpowiednik RF 11000 PLN. Owszem, jest to poprawiona optycznie konstrukcja, jednak nam podoba się bardziej rysunek ze starszych obiektywów.

A to wszystko zaledwie tytułem wstępu. Łyknij kawy i czytaj dalej. Za chwilę konkrety.

 

Kilka słów o tym jak pracujemy i co jest dla nas ważne:

  • Praca na ślubie – materiał ze ślubu to połączenie dynamicznych sesji na f2-2.8 z reportażem na f8. Jeśli chodzi o warunki oświetleniowe bardzo często pracujemy w zakresie ISO 800-1600 i używamy sporo błysku.
  • Praca komercyjna – to również błysk, ale niskie ISO, maks 400. Podczas obróbki ważniejszy jest dla nas zapas w światłach niż w cieniach, a sama obróbka stawia na wierność kolorystyczną z lekkim twistem w stronę analoga. Zdjęcie ma się bronić kadrem a nie obróbką. Kluczowe są: dobry kolor skóry bez konieczności mocnej obróbki. Jest to o tyle ważne, że wśród naszych klientów bardzo często są osoby o ciemniejszej karnacji. Mamy klientów wielokulturowych, z każdego możliwego kontynentu. Jeżeli chcemy Europejczyka opalić w LR to osoba o ciemnej karnacji będzie zbyt pomarańczowa. Idealnie więc, jak tony są od razu tam gdzie trzeba. Zapamiętajcie to, przyda się na podczas podsumowania.

CZY CANON R6 I CANON R5 SIĘ PRZEGRZEWAJĄ?

Krótka uwaga – większość recenzentów patrzy na Canona R5 i R6 jak na maszyny do wideo i z tej perspektywy je ocenia. Wśród wad często powtarzają się: grzanie, trudny w obróbce kodek, słaba jakość w wysokim klatkażu ect.

Nas to kompletnie nie interesuje, bo:

  1.  Po pierwsze – do filmowania mamy kamerę filmową Z CAM E2 S6.
  2.  A po drugie – już znalazłem idealny dla mnie aparat hybrydowy – Fujifilm XT-4.

Pomijamy więc kompletnie zarzucaną główną wadę tych aparatów. Po updatach oprogramowania nawet w video ten problem w zasadzie nie istnieje.

Spójrzmy więc na Canona R5 i R6 okiem fotografa, który zęby zjadł na fotografowaniu każdymi możliwymi korpusami.

O specyfikacji filmowej wspominałem w lipcu podczas Live na naszym FB. Link TUTAJ

Dla spokoju ducha – wszelkie technikalia wyczytacie na stronie CANONA – R5 TU  a R6 TU  

Jak zwykle recenzja jest mniej techniczna – bez cyferek i pomiarów, jest więcej subiektywnych wrażeń i porównań. Bez poetyckich metafor a raczej zbiór faktów i obserwacji oraz odniesienie do Fuji X-T4, którym obecnie pracujemy.

Canon R5
Canon R5, 85mm 1.2 DS

CANON R6 I CANON R5 – BUDOWA I JAKOŚĆ WYKONANIA

Tak jak lubimy ładne przedmioty to musimy powiedzieć, że zarówno Canon R5 jak i R6 są zwyczajnie brzydkie. Cały system RF nie jest najpiękniejszy. To nie jest Leica czy Fuji, gdzie każdy detal cieszy oko. Canony stawiają przede wszystkim na funkcjonalność. A ta jest w punkt.

  • Canon R6 trąci nieco plastikiem. Za cenę 11000 PLN  można oczekiwać lepszych materiałów. Nie jest to poziom wykonania Canona 5D Mark IV czy DX-a. Nawet stara 6D Mark II wydaje się być lepiej zrobiona. Oczywiście jakość spasowania jest pierwsza klasa, piszemy wyłącznie o naszym osobistym odbiorze. Grip jest na tyle głęboki i komfortowy, że da się pracować ogromnym 28-70mm, choć rekomendujemy zapięcie gripa. Wolę jednak jakość budowy Fuji X-T4 czy Sony A9.
  • Canon R5 to półka wyżej i jeżeli zastanawiacie się który z nich wybrać, to sama jakość wykonania jest warta dopłaty. Co nie znaczy, że R6 się zaraz rozpadnie. Co to nie – nawet amatorskie korpusy Canona są bardzo trwałe i przetrwają wiele. Po prostu jako były użytkownik Canona 1DX i 5D Mark IV przyzwyczaiłem się do pewnego minimalnego progu jakościowego. W R6 tego nie ma.

Obydwa korpusy mają cichą i bardzo kulturalną migawkę oraz, co niezwykłe, zarówno R6 jak i R5 wyciągają aż 12 klatek na sekundę na migawce mechanicznej (inna nas nie interesuje). W przypadku R5 jest to o tyle ciekawe, że ma on aż 45 mln pixeli. w Fuji  XT-4 mamy 15 klatek na sekundę ale nieco mniejszy bufor. Do każdego z tych aparatów, zwłaszcza jeżeli filmujesz polecamy możliwie najszybsze karty pamięci, my używamy AngelBird 128 GB klasy V60 i V90.

Migawka elektroniczna nas nie interesuje – przy świetle sztucznym pojawia się banding. Z kolei szybkość czytania danych z sensora w Sony A9 i A9 II jest wyższa, dzięki czemu w świetle sztucznym nie ma bandingu.

Jeżeli więc chcesz cichą migawkę elektroniczną w kościele to R6 i R5 nie są dla Ciebie. My nigdy z tej opcji nie korzystamy. Zwłaszcza, gdy migawka mechaniczna jest tak cicha i kulturalna jak ta w eRkach o Fujifilm X-T4 nie wspominając. Są jednak takie gatunki fotografii gdzie migawka elektroniczna się może przydać.

To, co nas interesuje to dwa sloty na karty pamięci. Przy czym w Canonie R6 są to karty SD, a w R5 jeden slot jest na SD, a drugi na CF express. To dodatkowo zwiększa koszty eksploatacji, dwa sloty CF byłyby lepsze jeżeli już wprowadzają taki standard.

To, co wyróżnia Canony na tle Sony to responsywność. Wszystko działa BŁYSKAWICZNIE. Guziki i pokrętła mają właściwy opór, eRki są gotowe do pracy natychmiast po włączeniu. Identycznie jak w lustrzankach. Co mnie cieszy  X-T4 też nie odstaje.  Brawo! Dotarliśmy do punktu, gdzie lustro w świecie cyfrowym powoli przestaje być koniecznością.

CANON R6 I CANON R5 – ROZMIESZCZENIE GUZIKÓW I ERGONOMIA

Są drobne różnice, ale można powiedzieć, że to typowy Canon, czyli wzór ergonomii. Canon R5 ma top LCD, który jest kolejnym powodem, dla którego warto dopłacić do niego dopłacić. Nie każdy jest fanem, ja lubię widzieć nastawy nawet jak nie mam aparatu przy oku. Tak miałem w Leicach i tak mamy teraz w Fujifilm X-T4 czy X100V. Jedna rzecz mnie niezmiennie denerwowała w obydwu Canonach. Włącznik aparatu jest po lewej stronie wizjera a nie przy spuście migawki. Uniemożliwia to w zasadzie obsługę jedną ręką.

Menu

Typowy Canon – prosto, intuicyjnie. Jako długoletni użytkownik Canona poczułem się od razu jak w domu, komentarz absolutnie zbędny.

Wizjer

Klucz programu. Imponujący w Canonie R5 i bardzo dobry w R6. Większą rozdzielczość oferuje R5, więc pod manualne obiektywy wybór jest oczywisty. Canon R6 za to nieco dłużej pracuje na jednej baterii. Coś za coś.

Wizjer w jednym i drugim przypadku nie laguje, nie spada odświeżanie na wysokim ISO. Działają idealnie po zmroku, zero śnieżenia. Wizjer w R5 to obecnie najlepszy wizjer na rynku. Nie męczy oczu jak Sony, nie laguje w studio. Czad! Słaby i przeostrzony wizjer był jednym z powodów, dla których sprzedaliśmy Sony. Już w starym X-T2 był lepszy nie wspominając o X-T4, który jest również topowy.

Oczywiście optyczny wizjer w 1DX Mark III to inny poziom komfortu – póki co żadne bezlustro nie zbliżyło się do wizjera optycznego. Całe szczęście są na rynku takie aparaty jak Fujifilm X100v czy X-PRO3 z wizjerem hybrydowym.

LCD

To kolejny przykład tego jak należy projektować ekrany i implementować funkcje dotykowe w sprzęcie dla profesjonalistów. LCD Sony przy R5 i R6 wyglądają i działają jak zepsute. Nie wspominając, że w A7III nie da się nawet ocenić poprawnie balansu bieli patrząc na LCD.

ISO

Dla nas ISO 3200 w Fuji X-T4 jest w zupełności wystarczające, co wynika ze sposobu naszej pracy. 1600 to top na jaki wchodzimy.  Dla wielbicieli wysokich ISO – Canony są pod tym kątem lepsze. R6 to czyste 6400 – imponujące, a używalne 12800 i nawet jeszcze działkę więcej. R5 na pełnej rozdzielczości maks 3200, a przy eksporcie do 24 mln i 12800 jest ok. Jest jednak jedno ale; jeżeli chcemy uzyskać głębię ostrości podobną do Fuji musimy bardziej przymknąć obiektyw – różnice wynikające z formatu klatki bardzo szybko się wyrównują. Na plus Fuji wypada struktura cyfrowego ziarna – jest bardziej analogowa.

Za chwilę pojawi się GFX100s nie odstający ceną od R5 i już teraz mogę powiedzieć – bazując na plikach GFX100, że wolę wysokie ISO w GFX niż w R5. R6-stka to obecnie lider na wysokim iso w świecie pełnoklatkowych bezluster.

Bateria

Wydajność jest na poziomie 5D MK IV. Być może jest to spowodowane nowym typem akumulatora LP-E6NH, nie wie, używałem również tych od 5-tki i nie narzekałem. Wzór do naśladowania. W X-T4 również mamy nową bardzo wydajną baterię. Remis.

Canon R6 + 28-70/2 EYE AF
Canon R6 + 28-70/2 EYE AF
Canon R6 + 28-70/2 EYE AF

CANON R6 I CANON R5 – DZIAŁANIE SYSTEMU AF

Tu zaczyna się robić ciekawie. Obydwa mają coś fenomenalnego, a mianowicie niewiarygodnie szybki i precyzyjny animal eye af. Rewelacyjnie to działa. Oczywiście traktuję to jako ciekawostkę, to właśnie R6-stką złapałem biegnącego Smoka podczas ulewy. AF mimo deszczu śledził naszą jack russelkę perfekcyjnie. W normalnej reporterskiej pracy AF jest tak sprawny, że praktycznie o nim zapominamy. Do tej pory pracowało się nam tak wyłącznie Leicą Q albo eM w trybie manualnym. Ale.. flagowy Canon 1DX Mark III bije zarówno R5 jak i R6 w trybie LV. To jest coś, co mnie zaskoczyło. I to jest główny powód, dla którego ciężko mi ogłosić zmierzch ery lustrzanek – one wciąż mają mnóstwo zalet i potrafią perfekcyjnie łączyć dwa światy.

To, co oferuje R5 i R6, a nie ma żaden inny pełnoklatkowy bezlusterkowiec – to niewiarygodnie pewny AF po zmroku. Podczas pracy z lampą ustawiamy ISO 400, f8 i 1/125. Af działa. Pomiar sceny wskazuje f2 1/30 ISO 3200. I w takich warunkach Canony działają jak złoto. Każde Sony czy Panasonic odpada. Na placu boju zostaje jedynie Fuji, które również daje radę;)

Na ustawieniach fabrycznych tracking w Canonie jest bardziej przewidywalny niż w Sony. AF to zupełnie inna półka funkcjonalności niż jakikolwiek inny system. Jest najlepszy na rynku; koniec, kropka. W zasadzie nie ma wad. Łączy precyzję bezlusterkowców z pracą po zmroku lustrzanek i to tych z najwyższej półki.

Jak ma się do tego Fuji? Obiektywnie – tracking jest o mały krok z tyłu, AF-S bez różnicy. Z perspektywy czysto użytkowej i jednym i drugim trzeba się mocno napracować by robić nieostre zdjęcia. Eye AF w Fuji jest nieznacznie z tyłu co nie przeszkadza zrobić takie zdjęcie – jak poniżej na AF-C i ostrością na oko. Co CIEKAWE testowo miałem zapiętą Sigmę 18-35mm1.8 od Canona przez adapter Fringer ef-fx pro II. I na dokładkę zdjęcie psiaka zrobione manulnie – naprawdę nie potrzebujesz Animal Eye AF by zrobić dobre zdjęcie swojemu pupilowi.

Fuji X-T4 + SIGMA 18-35/1.8
Fuji X-T4 + SIGMA 18-35/1.8
Leica M9 +28mm

IQ – JAKOŚĆ ZDJĘĆ I SENSOR

Canon R6 ma 20-to milionowy sensor, a R5 ma milionów 45.

I tutaj będzie trochę kontrowersji. Z technicznego punktu widzenia obraz jest świetny. Matryca w Canon R6 jest identyczna jak we flagowym DX Mark III i ma jedną irytującą wadę: kolor skóry ma nieco za dużo magenty, oczywiście jak dla nas. To już nie jest stary dobry kolor Canona jaki znam. Nie zrozumcie mnie źle, kolory są fantastyczne – półka wyżej niż Sony. Świetne zielenie i czerwienie. Kolor skóry lecący delikatnie w magentę to nie jest to nic, czego nie da się skorygować, ale 5D Mark IV ma znacznie lepszy kolor. Canon R5 wypada lepiej, jest nieco więcej ciepła ale w połączeniu ze szkłami RF daje obraz nieco za techniczny, za cyfrowy. Za doskonały. Nie chcę Cię katować wycinkami obrazu, uwierzcie na słowo. R5 z 28-70 daje możliwość naprawdę dowolnego kadrowania bez straty dla końcowego efektu.

Canon R6
Canon R6

Dla porównania kolory z Fuji X-T4 to jest klasa. Można osiągnąć doskonałe rezultaty już w jpg. Są fani jak i przeciwnicy filozofii Fuji, do nas ich podejście trafia. W końcu jeżeli spojrzymy na to tak: Fuji od lat produkuje kolorowe negatywy. Z żadnego negatywu nie uzyskamy takich kolorów skóry jak z prześwietlonego 400h. I to właśnie można znaleźć w serii X. W ostatniej generacji Fuji poprawiło to, co było ich bolączką wcześniej, czyli kolor na wysokim ISO. Kolory z GFX100 są za to nieco bardziej Canonowe, ale takie sprzed lat. R6 i R5 nie mają już tej klasy.

Jak pisałem na wstępie są to moje subiektywne odczucia. Canon R5 ze swoją niewiarygodną detalicznością wyciąga i pokazuje nam wszelkie niedoskonałości na twarzy modela. Jeżeli taki poziom detalu jest czymś, czego oczekujesz, to jest aparat dla Ciebie. Ja nie chcę spędzać pół życia retuszując setki zdjęć ze ślubów. Oczywiście rozpiętość tonalna jest bardzo dobra. Pod tym kątem to najlepszy sensor Canona. 5 z plusem. Nikon i Sony dogonieni. Jak ma się rozpiętość tonalna Fuji do Canona? Słyszałem wcześniej plotki, że wiele osób porzucało Canona na rzecz Fuji właśnie z tego powodu. I zdecydowanie mogę te plotki potwierdzić. W filmie Fuji oferuje nawet więcej niż R5, a w fotografii jest to poziom porównywalny. Miałem dawno temu na reportażu równolegle M10 i X-T2. Zrobiłem wtedy małe porównanie i dałem link na FB – większość osób nie wiedząc co jest z czego oceniła, że zdjęcie z X-T2 zostało zrobione Leicą. To nam dało do myślenia.

Poniżej za to porównanie R5 z Fuji X-T4. Daj znać w komentarzu które zostało wykonane czym 😉

Wady Canon R6 i Canon R5

Wracając do bohaterów dzisiejszego testu, żeby nie było tak różowo:

  • Przegrzewanie – jednak muszę do tego wrócić

Grzanie się, co można powiedzieć.. Canon R6 mi się zagotował kilka razy w trybie fotograficznym. Canon R5 to samo. Objawiało się to wyłącznie migającą w wizjerze kontrolką, która mnie po ludzku denerwowała. Ale! Po przejściu w tryb video aparat się od razu wyłączał. Na usprawiedliwienie – miałem korpusy z wczesnymi wersjami oprogramowania. Teraz jest to lepiej rozwiązane. Z drugiej strony oferujący lepszy tryb filmowy niż R6 Fuji nie zagrzał mi się nigdy, a kręciłem nim w upale, na słońcu. Dla porównania R6 mi się zagrzał gdy na zewnątrz było poniżej 20 stopni w nocy. Obecne wersje oprogramowania podobno niwelują ten problem.

  •  Ciężar, budowa i cena

Drugą wadą jest sama budowa i wielkość oraz waga sytemu RF. Szkła do eRek są doskonałe, ale ogromne, ciężkie i bardzo drogie. Wkraczamy w poziom cenowy szkieł Leica. Domyślam się, że jest to cena, jaką trzeba zapłacić za profesjonalną jakość wykonania i parametry. Fuji X to inna bajka. Mogę tego samego sprzętu używać podczas reportażu, a później z torbą zwiedzać miasto. Z systemem R to niemożliwe – chyba, że będziemy używać szkieł 1.8, które są malutkie lub zainwestujecie w torbę na kółkach albo plecak 😉

Jakie szkła wybrać do Canona R6 i Canona R5

Trzy obiektywy są fenomenalne i godne polecenia:

  • RF 28-70mm f2
  • RF 50mm f1.2 oraz absolutnie najlepsza 85-ka dostępna na rynku, czyli RF 85mm 1.2ds, która ma specjalne powłoki powodujące, że rozmycia i przejścia tonalne są absolutnie wyjątkowe. Gdybym miał wybrać R5 to z tym obiektywem.

Niestety, za cenę R5 i tego szkła kupimy już średni format Fujifilm GFX 50r i 110mm f2, które zrobiło na nas jeszcze większe wrażenie. Oczywiście Fuji nie będzie tak szybkie, ale rozmiar sensora robi swoje. Wszystko zależy od Twoich osobistych preferencji.

Canon R6
Canon R5, 85mm 1.2 DS
Canon R5, 85mm 1.2 DS
Canon R5
Canon R5

Podsumowując

System R dojrzał. Wydoroślał i na pewno przejmie ogromną część rynku i dotychczasowych użytkowników Sony. Nie sądzę, że użytkownicy Fuji nagle porzucą system. Jest to sprzęt, który wystarczy na lata. Zaskakujące, że Canon dokonał czegoś w drugiej generacji eRek, czego nie dokonało Sony w 4 generacji Alpha. Canon proponuje doskonale zbalansowany produkt, który jest na tyle uniwersalny, że może być end game dla wielu użytkowników. Przy okazji recenzji https://wardakaszuba.com/canon-eos-r-recenzja/ pisałem dlaczego Canon. Teraz, z perspektywy czasu mogę ocenić, że pierwsza eRka dziś jest jeszcze ciekawszą propozycją niż wtedy.

Jest jednak kilka ale: dla nas system RF jest za duży, wolimy używać starych eLek na adapterze zachowując przy tym nieco charakteru Canona, który znamy i lubimy. Nowa twarz Canona jest dla nas za techniczna, za cyfrowa. Imponująca, ale nie dla nas. To trochę jak ze światem audio; wchodzą na rynek urządzenia odtwarzające coraz większe formaty plików, a i tak najlepiej jest puścić winyl i po prostu cieszyć się muzyką. Lekko niedoskonałą, ale z charakterem, melodyjną i uwodzącą.

Dlaczego wybraliśmy system Fuji?

I teraz kolejna kontrowersja i jeden z powodów, dla którego po testach obu Canonów i wielu innych aparatów zdecydowaliśmy się na powrót do systemu Fuji.

Ostatni sensor Fuji ma jedną cechę, która nas absolutnie uwiodła; niesamowity zapas informacji w światłach, a w połączeniu z obiektywami Fuji dostajemy piękne miękkie przejścia tonalne na skórze z doskonałym mikro-kontrastem, który przypomina zdjęcia z negatywu. Detalu na wydrukach nie brakuje i mamy przewagę w ISO, nie trzeba tak mocno przymykać obiektywów dla dużej głębi. Unikamy w ten sposób straty jakości obiektywów po przymknięciu.

Poza zeissami na leicę M, większość szkieł ma peak optymalnych parametrów w okolicy f5,6; powyżej tej wartości rozdzielczość spada. Owszem, głębia ostrości jest większa, ale spada detal i mikrokontrast, przez co zdjęcie wydaje się bardziej płaskie. W Fuji tego problemu można łatwiej uniknąć.

Wracając do renderowania skóry; Canony R5 i R6, choć są w tym aspekcie lepsze niż Sony (który ma najbrzydsze przejścia tonalne w tym zakresie) i tak nieco gorzej wypadają niż Fuji X-T4 czy X100V o GFX100 nie wspominając. Ale to już inna półka cenowa. Dla naszego sposobu pracy i obróbki to skóra i światła są kluczowe. Jeżeli jesteś fanem detali w cieniach możesz mieć inne preferencje.

FUJI X100V

O sensorze napisaliśmy. To nie jest jednak najważniejsze.

W naszej pracy od bardzo, bardzo dawna posiłkowaliśmy się cyfrowym średnim formatem. Zdjęcia z aparatu z dużym sensorem są unikalne, zwłaszcza w portrecie. Obiektywy szerokokątne mają nieco inne oddanie perspektywy, o wiele bardziej naturalne. Obiecujemy pokazać Wam różnicę jak tylko zaczniemy sezon. W reportażu format zdjęć o proporcjach boków 4/3 również wprowadza inną harmonię i odbiór. Jeżeli przejrzycie naszego FB zauważycie, że bardzo często kadrujemy w tym właśnie formacie. Fuji jako jedyny na rynku ma system, który nadaje się do czegoś więcej niż do studia i nie waży tony.

Reasumując; Fujifilm to jedyny producent, który ma spójny ekosystem idealnie wpisujący się w nasz workflow. Dostajemy więcej niż full frame. Mamy do dyspozycji mieszankę niewielkich korpusów APS-C z nieco większymi aparatami średnioformatowymi. A nadchodzący GFX100S to najbardziej interesujący aparat ostatniego dziesięciolecia w cenie niższej niż flagowce innych producentów.

Po testach GFX100 wiemy, że w 2021 będziemy pracować na średnim formacie. Czekamy na nadchodzący GFX100s, będziemy wspierać się X-T4 oraz już zrecenzowanymi XS-10 i X-E4 oraz X100V, który zastąpił Q (tak jest dobry). Poniżej za to 2 zdjęcia z GFX50r, którę dla nas są dowodem na to, że spokojnie możemy pracować średniakiem na ślubie. Długo na to czekaliśmy!

Fuji GFX50R
FUJI GFX50R
FUJI GFXR
FUJI GFX50R

Zarówno seria X jak i GFX jest tym, czym bezlusterkowce powinny być od początku. Narzędziami wspierającymi kreatywny proces, których możemy użyć w szerokim spectrum zastosowań, począwszy od zdjęć reporterskich, po wymagające zdjęcia komercyjne oraz film. Wpisują się w nasz sposób pracy. Nawet obiektywy średnioformatowe są niewielkich rozmiarów, czego nie można powiedzieć o bezlusterkowej konkurencji.

Zdjęcia, jakie z nich wychodzą nie są przesadnie techniczne i niezależnie z jakich korpusów korzystamy otrzymujemy zawsze równie wysoką jakość obrazu, spójną kolorystykę oraz doskonałą ergonomię połączoną z niewielkimi rozmiarami i wagą, co jest niezwykle ważne w naszej pracy. Nawet średni format GFX50r w połączeniu z 45/2.8 waży mniej niż niejeden FF z wpiętą 35-ką 1.4. Oczywiście po lekkim przymknięciu otrzymujemy niewiarygodnie detalicznie obrazy, to w końcu średni format. Nie czuć jednak cyfrowości w plikach, co jest bardzo miłym odkryciem.

Dodatkowym aspektem, który jest dla nas niezmiernie ważny to fakt, że Fujifilm zapewnia długie wsparcie aparatów udoskonalając je przez samo uaktualnienie oprogramowania. I nie są to kosmetyczne zmiany, a duże usprawnienia. Czuć, że firma słucha fotografów i proponuje produkty niemalże szyte na miarę. Jest to niezwykle rzadka w obecnych czasach filozofia human to human i odejście od projektowania sprzętu przez księgowych, czego dowodem są takie maszyny jak XT4 czy nadchodzący GFX100s.

Jeżeli dotarłeś aż tutaj bardzo Ci dziękujemy za uwagę i chcemy Cię zostawić z jedną myślą; nie patrz na to, co rynek Ci mówi. Nie oglądaj się na bieżące trendy – nie musisz mieć sprzętu, który jeden czy drugi Youtuber czy recenzent nazywa najlepszym w każdej kategorii. Słuchaj siebie i swoich potrzeb jako twórcy. To Twój instynkt i Twoje wybory są najważniejsze.

Make Art not War
Make Art not War, GFX50r

Daj znać jeśli chcesz wiedzieć nieco więcej na temat bohaterów dzisiejszego artykułu i tego dlaczego wybraliśmy Fuji. Czekamy na Twoje komentarze. I nie zapomnij wskazać, która fota jest z XT4 A która z R5 😉

Jeżeli spodobał Ci się ten post, mamy do Ciebie prośbę. Podziel się nim ze swoimi znajomymi.

Dzięki!

A na koniec kilka zdjęć fantastycznego Smoka zrobionego GFX50r. Nie wiem jak Ciebie, ale nas te szarości i plastyka urzekają!