Recenzja Fujifilm XS-10

Telefon z Fujifilm Polska zastał nas w doskonałym momencie; Michał szukał idealnego aparatu hybrydowego (foto-video) do codziennego użytkowania, a Dorota czegoś, co pozwoli jej się uwolnić od ciężkiego DSLR i dużych obiektywów, zachowując pełną użyteczność podczas pracy z lampą czy w słabych warunkach oświetleniowych.

To, co skierowało naszą uwagę na Fujifilm, to fakt, że jest to jedna z nielicznych firm, która naprawdę słucha fotografów i stale ulepsza swoje produkty bazując na opiniach grupy docelowej – słuchają użytkowników. Dodać do tego szeroką gamę obiektywów: od jasnych stałek, po uszczelnione zoomy do pracy w trudnych warunkach i w zasadzie każdy świadomy fotograf znajdzie coś dla siebie. Do tego dochodzi jeszcze jeden fakt, być może najważniejszy – tym sprzętem chce się pracować. Być może składa się na to połączenie:

1. wzornictwa bazującego na starych aparatach z dobrą ergonomią
2. świetnych matryc X-Trans

Dla nas ważny jest kolor skóry, a ten w Fuji jest pierwsza klasa. Nasze codzienne, rodzinne zdjęcia najchętniej chcemy mieć gotowe prosto z puszki – mamy wystarczająco dużo pracy przy obróbce i edycji zdjęć komercyjnych i nie chcemy sobie dokładać dodatkowej pracy. A dobry jpg prosto z aparatu to duże ułatwienie. Co więcej, znamy fotografów, którzy pracują głównie w jpg a RAW-y traktują tylko jako backup.

 

Nowe korpusy z serii X umożliwiają bardzo precyzyjne odtworzenie kolorów z ulubionych filmów analogowych. Można znaleźć w sieci sporo przepisów na ustawienia mające symulować konkretny film. Filozofia Fuji i symulacje filmowe to świetna sprawa. Gdy odebraliśmy telefon z Fuji z pytaniem, czy nie przetestujemy nowego “tajemniczego” aparatu z zastrzeżeniem, że trzeba pracować w jpg w konkretnej wybranej symulacji oraz jednym wybranym obiektywem nie wahaliśmy się ani chwili. I tak rozpoczęliśmy nasz Secret Project 🙂

 

JAKI APARAT KUPIĆ DO ZDJĘĆ I VIDEO?

Jak już pisaliśmy na samym początku, od kilku miesięcy Michał szukał idealnego aparatu hybrydowego. Tzn takiego, który jest na tyle mały i niepozorny by można iść z nim na streeta, czy zabrać w podróż, nakręcić film dla klienta na social media czy wykonać sesję lub reportaż. Wbrew pozorom na liście naszych priorytetów nie ma wyśrubowanego wysokiego ISO czy systemu AF, który śledzi mewę w locie, nie jesteśmy fotografami sportowymi. Najczęściej najwyższe ISO na jakim pracujemy to 1600-3200. Są za to wysoko na liście wymagań cechy użytkowe. Aparat ma się uruchamiać w mgnieniu oka, stabilnie pracować w szerokim spectrum warunków pogodowych, mieć dobrą ergonomię i po prostu nie przeszkadzać w pracy.

 

Lista wymagań, jakie hybryda ma spełnić, jest nieco dłuższa. Dochodzi specyfikacja VIDEO – minimum to 4k 24p, 10bit 4:2:2, log, IBIS i ostre 100 klatek na sekundę w FHD. Osobiście uważamy, że do social media nie trzeba kręcić w 4k. Owszem – 4k pomaga – można nieco przekadrować lub dodać w postprodukcji ruch kamery, ale nie jest to must have.

Wracając do tajemniczego Projektu X – przystaliśmy na opcję robienia w jpg w konkretnej symulacji filmowej, podpisaliśmy umowę o poufności, wybraliśmy obiektyw, którym chcieliśmy pracować i już następnego dnia otrzymaliśmy paczkę z najnowszym dzieckiem Fuji – Fujifilm XS-10. Poniżej krótka recenzja video.

 

To była pierwsza taka sytuacja, kiedy testowaliśmy sprzęt, o którym nie wiedzieliśmy kompletnie nic poza tym, co sami odkryjemy. Niezwykłe wyzwanie! Odkrywanie potencjału tego malucha dało nam dużo frajdy. Już od pierwszego kontaktu aparat robi bardzo dobre wrażenie. Jego solidna budowa sugeruje, że może przetrwać naprawdę wiele. Nie wiemy jaki jest poziom uszczelnień ale pracowaliśmy nim w deszczu i nie zawiódł. Mimo niewielkich rozmiarów trzyma się go bardzo pewnie; to chyba pierwszy X z tak dużym i wygodnym gripem, co jest o tyle ważne, że do testu aparatu wybraliśmy obiektyw 23mm f 1.4, jeden z “klasycznych” obiektywów do aparatów X. Obiektyw jest nieco większy i cięższy niż jego ciemniejszy brat ale aparat ma doskonały uchwyt, świetnie się pracuje z większymi obiektywami, takimi właśnie jak XF23/1,4.

Pracowaliśmy w symulacji Classic Chrome z dodatkowymi modyfikacjami; grain: week, color chrome effect: strong, color chrome fx blue: week, tone curve: H-1, S-2, color +2, sharpness -1,high ISO nr -4 i najważniejsze – ustawiliśmy na stałe balans bieli na słoneczko.

 

Potraktowaliśmy na potrzeby testu Fujifilm XS-10 jak aparat na film. Na początku sądziliśmy, że po latach pracy wyłącznie na cyfrze sprawi nam to nieco kłopotu ale bardzo szybko odkryliśmy, że było to odświeżające doświadczenie, które polecamy każdemu. Aparat testowaliśmy dwa tygodnie. Słowo testowaliśmy może jest jest tu odpowiednie, nie traktowaliśmy go jak podstawową puszkę do pracy, a raczej jako aparat codzienny. Był z nami na kilku sesjach, kilku ślubach i na niezliczonej ilość spacerów, przejechał z nami ponad 1000 km, nosiliśmy go w zasadzie wszędzie jako aparat podręczny. W czasie testów światło nas nie rozpieszczało a najbardziej egzotyczne miejsce jakie odwiedziliśmy to Międzyzdroje po sezonie;)

 

Od pierwszego uruchomienia spodobały nam się dwie rzeczy; bardzo szybka gotowość do pracy od włączenia oraz niewielka ilość przycisków. Tylko to, co jest niezbędne. Idealnie umieszczony guzik od zmiany ISO, obok Q (quick menu, które możemy skonfigurować) pokrętło do zmiany czasu w miejscu gdzie normalnie można spodziewać się korekty ekspozycji. Drugie pokrętło po lewej stronie domyślnie ustawione do zmiany symulacji filmowej co sugeruje, że nowy X będzie pretendował do takiego filmowego kompana codziennych wędrówek dla fanów jpg. Wszystkie pokrętła i guziki pracują bardzo kulturalnie. Zwłaszcza zmiana czasu – wolimy to rozwiązanie niż tradycyjne pokrętło takiej jak w innych aparatach Fujifilm. Michał bardzo często fotografuję na ulicy spacerując z psem. Nowego X-a można spokojnie używać jedną ręką co tylko dowodzi dobrej i przemyślanej ergonomii.

Szybki przegląd menu odkrył dwie ciekawe rzeczy:
1. rozbudowany tryb filmowy
2. stabilizacja matrycy, która jak się okazało jest bardzo efektywna
3. dodajmy do tego odchylany i obracany ekran, który spodoba się vlogerom (my wykorzystaliśmy go do selfie) i mamy wyraźny sygnał, że ten maluch szturmem zdobędzie serca twórców foto-video

No i mamy po HDMI 10 bit 4:2:2 w logu. Aparat po otrzymaniu istawiliśmy od razu w tryb Boost z priorytetem odświeżania EVF. Dzięki temu obraz w wizjerze nawet w nocy jest dobrej jakości i nie ma denerwujących opóźnień.

 

System AF również nie zawodzi. Co cieszy to fakt, że sprzęt pozwala komfortowo pracować w nocy na dużych przysłonach z lampą w trybie AF-S. Nic nie laguje, nic nie spowalnia.

Z minusów wymieniłbym dwie rzeczy:
1. jeden slot na kartę pamięci
2. ta sama bateria co w innych X-ach – szkoda, że nie taka sama co w X-T4

Całościowo aparat zapowiada się bardzo fajnie, jesteśmy bardzo ciekawi jak prezentować się będzie wersja finalna. Model, który testowaliśmy to wersja przedprodukcyjna. Fuji udowadnia po raz kolejny, że liczy się ze zdaniem fotografów i zmieniającymi się realiami rynkowymi. Wprowadzenie w kolejnych aparatach rozbudowanych opcji filmowych, stabilizacji matrycy, odchylanego ekranu, wygodnego gripu pozwalającego na stabilny chwyt to kroki w dobrym kierunku. Nie jest to rewolucja ale ewolucja w ciekawym kierunku. Dostajemy do rąk narzędzie, które pozwala naprawdę na wiele.

Poniżej sesja, jaką zrobiłem nowym Fuji XS-10 dwóm fantastycznym dziewczynom – Kasi i Paulinie, którym serdecznie dziękuję za czas i otwartość. Zabawę mieliśmy przednią i pewnie jeszcze kilka zdjęć z tej sesji Wam pokażemy. Piękny kolor to połączenie matrycy Fuji ze światłami Nanlite Pavotube. Super połączenie.

 

 

Macie pytania o tego malucha? Piszcie śmiało w komentarzach.

 

Więcej zdjęć z pracy i pierwsze wrażenia z użytkowania XS-10 do poczytania na blogu WhiteSmoke Studio.