iFi iDSD Diablo

Dynamiczny, pełen realizmu dźwięk poniżej 5k. Czy to możliwe?

Wiele lat temu do poszukiwań dźwięku idealnego zmusiła mnie tęsknota do słuchania muzyki na żywo. Mieliśmy bardzo zajęty sezon, niemal 30 ślubów, niezliczoną ilość sesji i długie godziny spędzone przed komputerem. Jak żyć 😉

Jak pisałem przy okazji recenzji Focal Clear poszukiwania były długie i przetestowałem wtedy ogromną ilość słuchawek, DAC-ów i wzmacniaczy. Szybko się nauczyłem, że prawdziwa jest zabawna teza, że nocą wszystko gra lepiej oraz co ważniejsze – pieniądze dźwięku nie robią. Wiele lat z rzędu organizowaliśmy ze znajomymi odsłuchy sprzętu dostępnego dla mas (czyli takiego po kilkaset do kilku tysięcy zł) plus odwiedzałem targi Audio Show, o co pozwoliło mi wyrobić sobie pewne pojęcie na temat tego, jak gra sprzęt za setki tysięcy złotych. Kilka razy miałem to szczęście i słuchałem zestawów u znajomych, który można było nazwać Audio Nirvaną. I wiesz co? Nauczyłem się kolejnej rzeczy – źle zaadaptowane pomieszczenie potrafi zniszczyć potencjalnie najlepszy zestaw. Stąd moja zajawka na tor słuchawkowy, który jest powiedzmy – nieco mniej wrażliwy na otoczenie. Owszem, trzeba zadbać o podstawy, jak chociażby zasilanie czy dobre źródło muzyki, ale finalny efekt kształtują słuchawki. Przez lata wyrobiłem sobie też pewną filozofię i hierarchię w budowaniu toru, którą chcę się z Tobą podzielić.

iFi iDSD Diablo

Elementy toru słuchawkowego

  •  Źródło plus DAC – absolutnie najważniejszy element toru to źródło plus DAC. To tutaj tworzy się spektakl, buduje atmosfera, tworzą plany dźwiękowe i detal. To źródło określa takie rzeczy jak dynamika dźwięku, jego klarowność, barwa czy spójność. W myśl zasady shit in – shit out; wzmacniaczem nie upiększymy słabego sygnału. Obecnie słucham na nieprodukowanym już Eximusie DP1. Ale jakościowych komponentów jest trochę, żeby wspomnieć chociażby o produktach Mytek, Burson, Topping, Chord, Woo Audio czy polski Earstream.
  • Wzmacniacz – niektórzy lubią na tym etapie zacząć kolorować sygnał wprowadzając lampy (osobiście wolę je w źródle) czy bawić się opampami. Dla mnie wzmacniacz ma nie zepsuć tego, co podaje źródło i odpowiednio wysterować słuchawki. Innymi słowy ma nie odchudzić dźwięku, nie zepsuć sceny i mieć zapas mocy, by słuchawki nie brzmiały sucho i rachitycznie. Tutaj ważne są też takie niuanse jak dopasowanie impedancji słuchawek do wzmacniacza, niskie zniekształcenia i równowaga tonalna. Idealnie, gdy wzmacniacz jest w miarę transparentny przy zachowaniu muzykalności. Ja wybrałem robiony na zamówienie Headonic i lampowy Virtus od WBA. Jak widać wspieram polską myśl techniczną. Mam też bardzo dobrego Creeka Destiny, który jak się okazało dysponuje pierwszorzędnym wyjściem słuchawkowym.
  • Słuchawki – dla mnie to jest właśnie element, który zaczyna kształtować brzmienie. Słuchawek są setki i każdy znajdzie coś dla siebie, ja jestem pewien jednego – nie każde słuchawki nadają się do każdego rodzaju muzyki. Z kolumnami jest nieco inaczej, tam dźwięk rozchodzi się naturalniej. I ta naturalność połączona z realizmem zawsze mi towarzyszyła w poszukiwaniach.
  • Dodatki, które mogą poprawić całościowo jakość spektaklu muzycznego lub go zrujnować. I nie są to kable zasilające za tysiące złotych:) Jeżeli słuchasz muzyki z plików czy Tidala to tutaj jest pierwsze słabe ogniwo i na tym w pierwszym etapie należy się skupić i wypolerować jakość sygnału docierającego do DAC. Można oczywiście użyć dobrego transportu i słuchać płyt winylowych lub cd, kupić dedykowany streamer jak Auralic czy po prostu odpalić TIDAL-a i transportem jest cały łańcuch od oprogramowania począwszy na na kablu USB skończywszy. Osobiście słucham niemal zawsze edytując, więc wybór jest prosty. Obecnie testuję kilka rozwiązań i na prowadzenie wychodzą te z polskiej firmy JCAT – USB Enhancer połączony z USB Isolatorem i kablem od Majkela Z Earstream. Zastąpienie tego łańcuszka zwykłym USB jest bolesne dla ucha. W planach jest zbudowanie transportu nieco bardziej skomplikowanego, ale poczekam na koniec pandemii.
  • Zasilanie – o tym za chwilę.

Budowa systemu jest procesem dość czasochłonnym i skomplikowanym jeżeli weźmiemy pod uwagę ilość dostępnych na rynku komponentów. Są ich tysiące! Szczęśliwie jest też kilku producentów, którzy deklarują, że ich sprzęt, choć kosztuje dziesiątków tysięcy oferuje dźwięk nie gorszy od topowych urządzeń. Wśród nich prym wiedzie brytyjskie IFI Audio, które weszło szturmem na rynek zmieniając PC Audio na zawsze. Początkowo były to proste akcesoria mające na celu poprawić jakość sygnału (patrz punkt 4) ale doszły tanie DAC-i, wzmacniacze czy w końcu pełnoprawne urządzenia kosztujące 10k+

iFi iDSD Diablo

ifi iDSD Diablo – tytułem wstępu

Testowane dziś urządzenie jest flagowcem iFi Audio z kategorii audio przenośnego i bardzo się rozpycha na rynku stacjonarnych urządzeń łączących przetwornik ze wzmacniaczem czyli DAC/AMP cenie 4-5k.

Urządzeń o tyle kuszących, bo oferujących bardzo dużo w relatywnie małym pudełku. Odtwarzają gęste formaty, mają komplet wejść i wyjść cyfrowych oraz analogowych, mogą najczęściej służyć jako centrum domowego audio. Tylko czy naprawdę potrzebuję tego wszystkiego? Mnie wystarczy, by urządzenie miało jedno wyjście RCA/XLR do podłączenia zewnętrznego wzmacniacza, wejście coaxialne do wpięcia CD lub cyfrowego transportu i wejście USB. Ostatnio dociera do mnie, że z chęcią bym zamienił cały swój skomplikowany tor na małe pudełko, które łatwo przenieść, wpiąć w laptopa i cieszyć się muzyką z dala od stacji roboczej.

Ponieważ nie znalazłem jeszcze słuchawek dokanałowych, w których bym był w stanie wytrzymać dłużej niż godzinę jestem skazany na pełnowymiarowe słuchawki nauszne, które potrzebują dobrego wzmacniacza i siłą rzeczy jestem skazany na mocniejsze urządzenia. Do tej pory w roli mobilnego transportu i wzmacniacza w jednym wykorzystywałem TEAC HA-P90SD DSD, który poza koszmarnym systemem katalogowania plików jest całkiem fajnie grającą maszynką. Niestety nie jest w stanie wysterować większości słuchawek planarnych. Nawet moje Beyerdynamic t5p v2 stworzone przecież do takich urządzeń nie rozwijają pełnego potencjału.

I tu pojawia się dzisiejszy bohater. Chciałoby się powiedzieć wchodzi cały na biało prężąc muskuły 😉 gdyby nie to, że jest krwisto czerwony niczym sportowe auto. No cóż.. na codzień preferuję nieco bardziej dyskretne urządzenia. Tak się składa, że TEAC również jest w podobnym odcieniu, więc nie marudzę.

ifi iDSD Diablo – budowa

iFi Audio iDSD Diablo, bo o nim mowa, jest zgrabnym pudełkiem niewiele dłuższym i grubszym od iphona 11 pro (ma centymetr na długość i na głębokość więcej) o kształtach raczej obłych, co zdecydowanie mi się podoba (teac haczy przy wsadzaniu do torby, co wkurza za każdym razem gdy go zabieram), jest zasilany bateryjnie, co akurat uważam za ogromną zaletę, i co najważniejsze, ma potwornie mocny wzmacniacz – aż do 5000mW. Diabelsko mocny jak na niewielkie rozmiary.

O tym, że jest to sprzęt idealny pod PC audio (w moim przypadku Mackbook pro M1) świadczy choćby fakt, że dostajemy w zestawie ifi purifier 3, który ma za zadanie zmniejszyć jitter i zapewnia redukcję szumów z usb. W zestawie jest też bardzo gustowny podróżny case i kabel pozwalający wyprowadzić sygnał zbalansowany do wzmacniacza. Od razu przyszło mi na myśl, że idealnym partnerem będzie inna maszynka od ifi, a mianowicie flagowy ifi Audio iCAN Pro, dzięki któremu łatwiej będzie mi porównać jakość DAC-a iFi iDSD Diablo do mojego Eximusa i prototypowego DAC-a Michała z Earstream.

iFi iDSD Diablo poza wyjściem zbalansowanym 4.4 mm PENTACONN z pominięciem wzmacniacza, ma zwykłe wyjście słuchawkowe SE 6,3mm, wyjście zbalansowane 4.4 mm PENTACONN, trzy stopniowy selektor wzmocnienia oraz wejście spdif 3,5mm. Całość jest zasilana z baterii o pojemności 4,800 mA mogącej być doładowanej z zasilacza, który również jest w zestawie. Jest to o tyle ważne, że odpada nam problem zasilania. W swoim Headonicu mam podobne rozwiązanie – wzmacniacz jest zasilany baterią.

Ilość wejść i wyjść nie imponuje ale jest całkowicie wystarczająca. Co dla mnie ważne, można jednocześnie wypuścić sygnał do wzmacniacza i podpiąć dwie pary słuchawek jednocześnie (w sumie 3 jeśli liczyć zewnętrzny wzmacniacz).

A teraz do sedna; jak to gra? Tak w skrócie: fantastycznie. Gra jak wygląda. I w sumie na tym mógłbym skończyć opis;)

iFi iDSD Diablo

ifi iDSD Diablo jako DAC

Postanowiłem jednak sobie utrudnić i jak wspomniałem porównać do kosztującego w chwili zakupu niemal dwukrotnie więcej Eximusa Dp1 i DAC-a Earstream.

Eximus jest dla mnie obecnie referencją. Gra niezwykle głęboko, muzykalnie, nie dzieli muzyki na podzakresy a prezentuje je spójnie. Spektakl jest niezwykle holograficzny i rzekłbym, realistyczny. Przed zakupem porównywałem go z DAC-ami trzy, czterokrotnie droższymi i w wielu aspektach był zawsze górą. Co ważne, ma świetnie zaimplementowane wejście USB, z niezależnym zasilaniem, oparte na konwerterze Stello U3. Z minusów – Eximus jest wrażliwy na jakość prądu. Idealnie jak w torze jest listwa eliminująca szumy zasilania i dobry przewód (tomanek wystarczy).

Drugim zawodnikiem jest DAC Majkela z Earstream. Urządzenie nowe, nie wiem co jest w środku. Powiem tylko tak – gra muzyka. W pewnych aspektach leje (no przesadzam – lekko wyprzedza) Eximusa. Dzieje się tak przy wielkich składach orkiestrowych, gdzie jest duża dynamika dźwięku. Eximus wybrzmiewa ciut dłużej, DAC Majkela ma lepszy atak – dźwięki są szybsze tam, gdzie powinny. Lepiej różnicuje ciche i głośne dźwięki, Eximus ma nieco więcej detalu przy jednocześnie odrobinę schowanych sopranach. Oba klasa, ale DAC Majkela naprawdę namieszał. Póki co nie zmieniam, ale kusi połączenie tego DAC-a z Headoniciem w jednej obudowie. To może być ciekawe kombo.

Jak widać, konkurencja sroga!

Zacznijmy od wypuszczenia sygnału z iFi iDSD Diablo kablem zbalansowanym do iFi Ican Pro ustawionego w tryb hybrydowy (lampa + tranzystor). Jako konkurent wpięty jest Eximus DP1 po RCA oraz Earstream DAC również po RCA.

Po stronie iFi iDSD Diablo zostały zastosowane firmowe ulepszacze iFi Audio iSilencer3.0 + iPurifier będący w zestawie. Po stronie Eximusa zestaw od JCAT – USB Enhancer połączony z USB Isolator.

DAC Majkela wpięty zgodnie z jego sugestią bez żadnych ulepszaczy.

Uprzedzając zarzuty, że tor torowi nierówny – nie jestem w stanie wpiąć kabla USB do iFi iDSD Diablo bez zastosowania iPurifiera ale dałem iFi iDSD Diablo fory wypinając JCAT-a. Wnioski były takie same, o czym napiszę w podsumowaniu.

Co nieco mnie zaskoczyło najrówniej zagrał Earstream DAC, na drugim miejscu Eximus, a iFi iDSD Diablo uplasował się na 3 miejscu. O ile Eximus z Earstream różniły się w detalach, to pomiędzy tymi dwoma a Diablo różnica była spora. iFi iDSD Diablo nie jest zły, ale mam wrażenie, że skompensowało się z ICAN-em kilka cech, które miały wpływ na całokształt oceny. ICAN zdecydowanie nie jest partnerem dla Diablo. Zgaszone soprany, dźwięk pozbawiony głębi,  gubią się mikrodetale i pogłosy. Z Eximusa, który sam w sobie jest bardzo holograficznym DAC-em dźwięk był niezwykle spójny, z nasyconą średnicą i świetlistymi sopranami. Było to słychać zwłaszcza na Sendy Aiva i T5p. Przełączyłem się na Fostexy t60rp i te zagrały w tym zestawieniu najlepiej, pokazując jednocześnie, że w iFi iDSD Diablo chodzi o coś innego. Jest rytm, jest drive, jest energia. Nie jest to DAC nastawiony na realizm a na fun. Ze słuchawkami nastawionymi na analizę skupiałem się na niej właśnie i całość wypadła a najlepszym przypadku..blado. Kolor iFi iDSD Diablo nie pomógł. A diabeł tkwi w szczegółach.

iFi iDSD Diablo

ifi iDSD Diablo jako kombo DAC/AMP

Szybko więc porzuciłem pomysł rozkładania go na czynniki pierwsze i zaryzykowałem dwie rzeczy. Po pierwsze pozostawiłem na placu boju Sendy Aiva jako, że mają w zestawie kabel zbalansowany idealnie pasujący do iFi Audio iDSD Diablo. Po drugie postanowiłem wykorzystać Diablo tak jak był pomyślany czyli jako DAC/AMP wpięty do laptopa. Konkurencją pozostał Eximus DP1 ale z Headoniciem, którego oceniam wyżej niż ICAN (szczegóły w oddzielnej recenzji). Co prawda Headonic nie ma wyjścia zbalansowanego ale skoro jest wystarczająco mocny by poradzić sobie z Fostexami to i łatwiejsze Sendy wysteruje.

Na pierwszy ogień leci Beethoven w wykonaniu Krystian Zimerman i London Symphony Orchestra pod batutą Sir Simona Rattle i zaraz potem Diana Krall z Live in Paris i kawałka Deed I Do.

Ale to zagrało! Dźwięk jest potężny, dynamiczny i wciągający. Płaskie wcześniej z iCana Sendy Aiva po balansie nabrały soczystości i przy okazji wyszła ciekawa rzecz. iFi iDSD Diablo jest stworzony do formatu Tidal MQA i jakość zbliża się wtedy do  Eximusa. Kto by pomyślał? Może chodzi o to, że Diablo sam dekoduje format MQU?

Co prawda średnica jest lekko wypchnięta, soprany mniej połyskliwe a scena wydaje się lekko ściśnięta i brakuje jej głębi, ale ogólne wrażenie jest znakomite. Diablo wycisnął z Sendy piękny bas i wypełnił dolną średnicę. Średnica wciąż jest czystsza i z lepszymi wybrzmieniami na Eximusie ALE TO NA DIABLO muzyka ma lepszy drive. Eximus ma więcej detalu, lepszą separację na scenie i barwną górę.

iFi iDSD DiabloNo dobra, zobaczmy jak sobie poradzi Diablo z napędzeniem Sendy Aiva w ciężkim repertuarze. Slayer i Diabolous in Musica pasuje do iFi iDSD Diablo jak ulał. Ależ to jest rozrywkowe granie. Wierzcie lub nie, ale nie było daleko w tyle za o wiele droższym torem stacjonarnym. W Eximusie spiętym z Headoniciem bas schodzi niżej i jest bardziej “namacalny”, ma lepszą fakturę, ale Diablo jakimś cudem jest szybszy. Diablo powinien być sprzedawany z Sendy w zestawie;) Naprawdę dobre, synergiczne połączenie.

To, co mi się w Diablo podoba i może spodobać się Tobie – wyjmujesz z pudełka, wpinasz do laptopa i gra. Dzięki wbudowanej pojemnej baterii nie musimy martwić się o jakość zasilania. Dołączony w zestawie iFi Purifier 3 czyści laptopowe szumy. Może nie jest to granie w pełni wyrafinowane jakie da drogi tor stacjonarny, blachy nie będą miały tego ciężaru, głosy realizmu (zwłaszcza kobiece), ale jakimś cudem przez ostatni tydzień chętniej wpinałem się do Diablo. iFi iDSD Diablo nie jest mistrzem detalu, ale skoro dało się zauważyć, że Patricia Barber w kawałku Whiteworld z płyty Mythologies ma lekką chrypkę to źle nie jest;) Swoją drogą polecam posłuchać tego utworu – świetna perkusja.

Odpowiadając na pytanie: “Dynamiczny, pełen realizmu dźwięk poniżej 5k. Czy to możliwe?” TAK! Jest niebezpiecznie blisko. Do tego otrzymujemy sprzęt zdolny napędzić zarówno naprawdę trudne w wysterowaniu słuchawki jak i czułe doki. Zero szumów. Tam, gdzie na przykład część wzmacniaczy nie jest w stanie wysterować basu w T5pv2, iFi iDSD Diablo zapewnia piękną kontrolę. Pełna rekomendacja. Wzmacniacz z Diablo fajnie paruje się ze słuchawkami pokroju Sendy Aiva, dobrze napędza też Fostexy, choć tutaj nakładają się braki w wielkości sceny. Jest za to fantastyczna spójność muzyki.

Do tego niewielkie rozmiary zachęcają, by wrzucić do torby razem z laptopem i cieszyć się wysokiej jakości muzyką pracując poza domem. Biorąc to wszystko pod uwagę cena nie wydaje się specjalnie przesadzona. Z drugiej strony, TEAC HA-P90SD DSD, którego używam na codzień, zarówno jako DAPa jak i cyfrowy transport jest nieco bardziej muzykalny i łatwiej mi się skupić na pracy podczas słuchania. Ma też głębszą scenę, nie jest niestety w stanie napędzić jak trzeba Fostexów t60rp. Diablo za to za bardzo angażuje, zamiast pracować słucham po prostu muzyki;)

Za wypożyczenie dziękuję sklepowi Audiomagic