RADYKALNA AKCEPTACJA

Tak, tak, wiem, miałam pisać regularnie. Ujmę to tak: jak na zatwardziałego introwertyka przystało regularność jest zachowana;) A dziś będzie nawet troszkę osobiście. Szok, co?

Słyszeliście o takim pojęciu jak radykalna akceptacja?

Jakiś czas temu, zainspirowana przez Joannę Chmurę, napisałam krótki post na fb o sytuacji związanej z koronawirusem. Joanna wspominała na swoich kanałach o radykalnej akceptacji polecając książkę ‘Kiedy życie nas przerasta’ (When Things Fall Apart) autorstwa Chodron Pema. O co w tym wszystkim chodzi? A o to, że kiedy masz świadomość, że nie ma nic pewnego i nic stałego i nie ma niczego na zawsze to łatwiej jest ogarnąć obecną sytuację i każdą zmianę. Porzućmy zatem świat stałości i przystosujmy się.

Łatwo powiedzieć:) W moim i Michała życiu jest to kolejna już taka – trudna – sytuacja, kiedy musimy zmienić plany zawodowe, przekwalifikować się, przekierować biznes, nauczyć masy nowych rzeczy, zaryzykować. Podczas krachu gospodarczego kilkanaście lat temu musieliśmy się zaadaptować do nowej sytuacji, kiedy stawki za zdjęcia w prasie znacznie spadły. Właśnie wtedy udało nam się zbudować markę. Dzięki kryzysowi gospodarczemu powstało WhiteSmoke Studio jakie znacie teraz. Udało się przetrwać i stworzyć coś nowego, coś swojego.

Myślę, że każdy kryzys jest też okazją i z każdego kryzysu można wyjść silniejszym. Teraz obserwujemy jak biznesy stacjonarne przenoszą się do Internetu, podziwiamy przedsiębiorców, którzy przystosowują się do nowej rzeczywistości, dostrzegamy jak ludzie siebie nawzajem i lokalne firmy wspierają, rozwijamy wszyscy nowe umiejętności, adaptujemy się, szukamy możliwości. Uznajmy zatem ten czas zarazy jako kolejną szansę i spróbujmy stworzyć coś wartościowego. Radykalnej akceptacji mówimy tak!

Ale – czy to rozsądne w dobie kryzysu inwestować w firmę, otwierać studio i rozwijać biznes stacjonarny? Michał pisał o tym w poprzednim poście. Taki plan mieliśmy od dawna i ten plan postanowiliśmy realizować. Bo tak! Bo kiedy jak nie teraz? Dzięki tej decyzji ostatnie tygodnie były dla nas bardzo pracowite. Przeprowadzaliśmy się na początku ogłoszenia kwarantanny i otworzyliśmy studio. Od przeprowadzki zrealizowaliśmy w naszej pracowni kilka sesji fotograficznych i nagraliśmy kilka filmów. Nie możemy się doczekać tego, co dalej będzie się działo. Minęło 1,5 miesiąca a mam wrażenie, że mieszkamy tu conajmniej pół roku. Mam nadzieję, że już niedługo będziecie mogli nas odwiedzić. I że w końcu uda nam się wszystkie kartony rozpakować:)

Jak to wszystko ogarnąć i nie zwariować? Staramy się radzić z całym tym chaosem ze spokojem i dystansem. Od nadmiaru informacji, niepewności, strachu o to co będzie ze zdrowiem, naszym i naszych najbliższych, z pracą, kasą, gospodarką, ze światem pęka głowa. Mamy w sobie masę lęków; to, co wcześniej wydawało się paraliżujące (ale jednak znane i w jakiś sposób przez to bezpieczne) teraz przytłacza jeszcze bardziej, bo jest więcej niewiadomych. Żyjemy w świecie, którego nie poznajemy. I musimy nauczyć się w nim funkcjonować od nowa.

Myślę, że gdyby nie nasze inwestycje w rozwój osobisty, szkolenia, psychoterapia, warsztaty na podstawie badań Brene Brown u Joasi Chmury, praca z ciałem, świadome oddychanie czy wreszcie kurs redukcji stresu na warsztatach z Agnieszką Guzicką pewnie teraz fruwalibyśmy pod sufitem z niepokoju, mieli depresję, byli sfrustrowani i sparaliżowani strachem. Za każdym razem kiedy zapala mi się czerwona lampka zastanawiam się nad przyczyną tego stanu. Czasem po prostu potrzebujemy pomocy w zrozumieniu pewnych procesów, czasami jest to zwyczajne przemęczenie. Na całe szczęście coraz więcej mówi się o tym, żeby nie zawstydzać tych, którzy mają odwagę zadbać o siebie i pójść na terapię. Tak jak o ciało uczymy się dbać o umysł. Zwłaszcza w obecnych czasach z pewnością wiele osób by na tym skorzystało. Dla wyjaśnienia niektórych obszarów w życiu, zmierzenia się ze złożonymi emocjami, chęcią przepracowania traumatycznych doświadczeń, czy przełamania negatywnych wzorców myślenia, potrzebą nauczenia się nowych technik radzenia sobie czy po prostu potrzebą rozwoju osobistego.

Dla mnie kiedyś samo przyznanie się przed samą sobą że być może borykam się z problemem wypalenia zawodowego i depresją było najtrudniejsze. Teraz wiem, że bez przejścia tego procesu, bez całej tej pracy zagłębienia się w problem, zrozumienia go i przepracowania, nie byłabym tu gdzie jestem. I jestem za to cholernie wdzięczna. Za całe to niezmiernie bolesne doświadczenie. Żałuję najbardziej tego, że przez zarazę odwołany został mój marcowy obóz Qi Gong z Ronem Timmem, Bagua:(

Jak sobie radzić z trudną sytuacją? Nam się to udaje m.in dzięki praktykowaniu uważności. Poniżej mam dla Was tekst od Agnieszki Guzickiej z Mindfulness Polska napisany specjalnie dla nas, dla twórców.

Wielkie dzięki Agnieszka za te cudowne słowa. Głos, obecność i słowa Agnieszki są szalenie kojące. A skoro o Agnieszce dziś była mowa to przedstawiamy Wam coś, czego nam wszystkim potrzeba – odrobinę uważności i spokoju.

Przed Wami na ruchomym obrazku Agnieszka Guzicka z Mindfulness Polska Uważność zaczyna się tu i teraz To jeden z odcinków, jakie zrobiliśmy dla PZU z serii #zostanwdomu.

Rozsiądźcie się wygodnie i posłuchajcie. Ejnoy kochani! Bądźcie zdrowi!

MINDFULNESS

Dlaczego praktyka uważności jest dla mnie ważna, a teraz w zasadzie niezbędna? Bo jest dla mnie umiejętnością bycia w głębszym i mądrzejszym kontakcie z życiem, które przytrafia mi się każdego dnia – niezależnie od tego czy to życie mi się w danej chwili podoba czy też nie. A wierzcie mi, że teraz bardzoooo mi się ono nie podoba. Dzięki niej umiem zauważać swoje nawyki i automaty. Widzę nieustanny potok analiz i oczekiwań oraz interpretacji i założeń, które czynię – szczególnie teraz, gdy w me ciało wszedł strach o życie i możliwość przeżycia.

I to jest jedna kwestia. To co dla mnie jeszcze ważniejsze to, że dzięki uważności mam moc – bo to ja (a nie mój automat) mogę decydować o tym czy będę podążała za tym wszystkim co dzieje się w moim umyśle i co wywołuje ogrom strachu i lęku. I wiem, że nie muszę podążać. Mogę w zamian zauważyć i w geście dobroci dla siebie zrobić sobie ulubioną herbatę albo pomasować napięte mięśnie twarzy.

Mindfulness „przed koronawirusem” wspierał mnie w radzeniu sobie z pędem, zmęczeniem, milionem obowiązków – po to aby za szybko się nie wypalić, nie stracić serca do czegoś lub kogoś, nie utracić zdrowia. Pomagał mi nie odcinać się od tego co trudne i nauczył mnie z tym bywać. Nauczył mnie kierować ku temu swoją twarz – dzięki temu poznać swojego „wroga”, oswoić go i nauczyć się z nim żyć. Bez walki – bo walka za dużo kosztuje i nie przynosi nic więcej oprócz kolejnego cierpienia.

Mindfulness teraz, w tych dziwnych czasach, wspiera mnie w tym jak być w tym przymusowym zatrzymaniu. Zatrzymaniu, które nie jest moim wyborem, nie jest moją winą, ale jest moim obowiązkiem. Praktyka uważności pozwala mi szczególnie teraz nie tłumić tego, że to wszystko, co dzieje się teraz w moim życiu jest cholernie trudne i przytłaczające. I to uznanie, akceptacja, że teraz jest właśnie tak daje mi bardzo często niespodziewaną przestrzeń – w niej mogę spojrzeć na wszystko co teraz się dzieje w inny, świeższy sposób. Na nowo i szerzej a to niewątpliwie pobudza moją kreatywność bo wyłącza automat, który w sytuacji tak ogromnego stresu, niepewności i lęku w jakim obecnie żyjemy potrafi włączać się nieustannie, wywołując reakcję stresową, która za każdym razem osłabia nasz układ odpornościowy. A właśnie teraz mocny układ odpornościowy jest nam potrzebny jak diabli. Podsumowując praktykowanie uważności jest dla mnie tańcem uważności z codziennością. Muzyką w tym tańcu jest codzienne życie. A ja jestem tancerką, nieustannie dobierającą odpowiednie kroki, w zależności od chwili, w jakiej jestem. Co nauczę się jednych kroków, to za chwilę się potykam, czasem upadam aby zaraz wstać i postawić kolejny, zupełnie nowy krok do muzyki, która nieustannie się zmienia. Czasem taniec idzie mi płynnie a czasami „stąpam komuś/sobie po palcach” – obecnie nieustannie komuś po tych palcach stąpam bo trudno jest mi tańczyć do muzyki, którą gra mi życie, i która wcale mi się nie podoba.

Bardzo Was zachęcam abyście także zaczęli tańczyć:) Dosłownie i w przenośni. A za każdym razem, gdy poczujecie nadmiar, przytłoczenie, lęk, niepewność, strach, gdy nad Waszą głową będą zbierały się „burzowe chmury” różnorakich, niepokojących myśli, i za każdym razem gdy to zauważycie to zatrzymajcie się na chwilkę, zauważcie swój oddech i zróbcie medytację „3-minutowa przestrzeń na oddech”, którą znajdziecie na mojej stronie w Koszyczku Uważności Możecie ją robić wielokrotnie w ciągu dnia. Za każdym razem, gdy poczujecie, że dzieje się coś dla Was trudnego. Ale nie róbcie tego, aby uciekać. Róbcie ją z najprawdziwszą intencją życzliwości dla siebie, która jest każdemu z nas teraz absolutnie niezbędna i powinna być przepisywana na receptę:)

Ściskam Was mocno! Agnieszka Guzicka